Ursula K.Le Guin ➟ KSIĘGA KOTÓW

 

Księga kotów/ Ursula K. Le Guin, tł. Agnieszka Sylwanowicz, Prószyński i S-ka 2026

KOT PRZELANY DO... FILIŻANKI
Nie wiem, czy można napisać książkę o kotach tak, żeby po jej przeczytaniu człowiek nie zaczął tęsknić za własnym.
Księga kotów to wspomnienie Ursuli K. Le Guin o kotach, które przewijały się przez jej życie, ale także próba spojrzenia na nie z bliska. Autorka obserwuje ich zachowania, sposób poruszania się, mruczenie, odpoczywanie i codzienne rytuały. Czasem robi to z humorem i ironią, a czasem z filozoficzną powagą. Powstaje z tego Kocia filozofia z własnymi Rozważaniami i Praktykami, których kot powinien przestrzegać i których powinien się uczyć, jeśli zamierza dzielić życie z człowiekiem.
Przez te kocie rozważania zacząłem myśleć o dniach w których miałem piękną szylkretową tygrysicę. Niejednokrotnie wyprowadzała mnie z mojego własnego kociego yin-yang. Ale to ona po ciężkim dniu potrafiła przyjść, położyć się obok i po prostu być. Wygrzewała duszę, uspokajała i sprawiała, że problemy na chwilę przestawały mieć znaczenie.
A kiedy wracałem późno do domu, czekał na mnie jej przenikliwy, bursztynowy wzrok.
„Gdzie byłeś? Wiesz, która jest godzina?!”
Oczywiście chwilę później musiałem ją przepraszać. Najlepiej smaczkiem. Ewentualnie zabawą piórkiem. A najlepiej jednym i drugim.
Potrafiła owinąć sobie wokół kocich łapek wszystkich - moich znajomych, rodzinę i oczywiście mnie. Była jak ruchomy panel słoneczny, który całą zgromadzoną energię potrafił zużyć podczas podróży do miseczki albo wskakiwania na coraz wyższe półki drapaka.
A później, po spaniu tuż pod sufitem, potrafiła skoczyć prosto na podłogę, podczas gdy ja umierałem ze strachu o jej osiemnastoletnie kości.
Le Guin świetnie rozumie tę kocią naturę. Nie próbuje jej uczłowieczać. Przeciwnie - pozwala kotom być kotami. Dostojnymi, absurdalnymi, niezależnymi, czasem irytującymi, a chwilę później tak czułymi, że człowiek zapomina o całym świecie.
Dla zwykłego zjadacza chleba krótki komiks o superkocie i super myszy może być po prostu zabawny. Dla posiadacza kota to spijanie śmietanki, które przekracza kolejną granicę absurdu. Kocia korespondencja pomiędzy starszym kotem, młodszą kotką i kociakiem sprawiła, że zacząłem sobie wyobrażać, że kiedy wychodziłem do pracy, mój kot rzeczywiście pisał listy do swoich przyjaciół albo kotów mieszkających po drugiej stronie ulicy.
Wiersze z kolei są jak kot grzejący kolana. Nie chce się od nich wstawać. Są lekkie, ciepłe i pełne tej niezwykłej perspektywy, z której człowiek zaczyna zastanawiać się, jak wyglądałoby życie, gdybyśmy choć na chwilę mogli spojrzeć na świat kocimi oczami.
Księga kotów przypomniała mi jednak coś znacznie ważniejszego. Że takie zwyczajne chwile wcale nie są zwyczajne. Poranne mruczenie i drapanie po twarzy, bo śniadanie nie zostało podane dokładnie o 6:10 w niedzielę. Nocne polowanie na nieuchwytne światło latarni. Spanie na plecach albo w pozycji krewetki. Wspólne oglądanie seriali. Głaskanie do późna, bo przecież dzienny limit głasków nie został jeszcze osiągnięty.
Wtedy wydaje nam się, że to codzienność. A później okazuje się, że właśnie z takich drobiazgów składają się wspomnienia, za którymi tęsknimy najbardziej.
Ta książka poruszyła we mnie coś, czego się nie spodziewałem. Nie tylko rozbawiła mnie obserwacjami Le Guin, ale przypomniała mi o kocie, który przez lata był częścią mojego życia. O tej słodkiej i drapieżnej bestii, która na swój własny sposób potrafiła kochać, pocieszać, denerwować i jednocześnie być najważniejszą istotą w pokoju.
Właśnie dlatego warto czasem zatrzymać się i popatrzeć na kota, który śpi obok nas. Nie dlatego, że robi coś niezwykłego. Właśnie dlatego, że nie robi nic. Po prostu jest.
A pewnego dnia może się okazać, że najbardziej brakuje nam właśnie tego.
Polecam z całego serca
Dominik

Komentarze


Archiwum postów

Pokaż więcej
Copyright © Szesnastka