Ng Yi-Sheng ➟ MIASTO LWA
Miasto lwa / Ng Yi-Sheng, tł. Aga Zano, Wydawnictwo Tajfuny 2026
SINGAPUR ŚNI SNEM BOGÓW
Kiedy czytam zbiory opowiadań, wiem, że niektóre teksty przypadną mi do gustu bardziej niż inne. Tutaj jednak trafiłem na zbiór, w którym każde opowiadanie jest wybitne, choć niektóre są zdecydowanie dziwniejsze i bardziej ekstremalne od pozostałych.
Chciałbym opowiedzieć o każdym z nich, ale po lekturze i dłuższym namyśle przed oczami wciąż mam przede wszystkim dwa. Co w żaden sposób nie umniejsza pozostałym, bo każde opowiada o czymś innym. Po prostu te dwa trafiły do mnie najmocniej.
„Dzień na terminalu Alef” to monopol na bogów. A dokładniej: spełnianie ich zachcianek w zamian za błogosławieństwa. Jak to działa? Dla jednych wręcz cudownie, dla innych jest to śmiertelna praca.
Bogowie z całego świata zlatują się, żeby skorzystać z łaźni, ogrodu czy krwawych uczt. Jedni są nam znani z mitów, o innych usłyszycie po raz pierwszy. Niektórzy są oszustami, a inni czymś, czego nie sposób nazwać. Dla ludzi to okazja, żeby wkraść się w ich łaski, ale również zarobić na chleb.
Nie sposób zrozumieć wszystkiego, co się tam dzieje. W końcu mamy do czynienia z istotami boskimi. I tylko nieliczni, którzy pracują na terminalu już wystarczająco długo, rozumieją więcej niż my. Niestety, nie zamierzają dzielić się tą wiedzą.
Dzień zaczyna się tam zbyt wcześnie, a kończy zbyt późno. Od bogów trudno czegokolwiek oczekiwać, bo jednym kaprysem mogą nas spopielić, zmielić albo połamać. A jednak to ludzie stworzyli to miejsce. I dlatego karę może ponieść każdy. Nawet bóg.
A potem jest „Ogród”. NIC z tego nie ma sensu - tak pomyślałem. Tylko że kawałek po kawałku wszystko zaczyna układać się jak puzzle. Nieoczekiwanie, mniej więcej w połowie, zaczynamy orientować się, o co właściwie chodzi. Tylko po to, żeby chwilę później ponownie przepaść w głębi niewiedzy. Ale to naprawdę ma SENS.
Wiem, że właściwie niczego Wam nie zdradzam i wszystko pozostaje bardzo enigmatyczne. Tylko jak opowiedzieć o czymś takim? Opowiadania, które wywołują tak skrajne emocje, trudno streścić, a czasami jeszcze trudniej zachęcić do nich innych. Chciałbym jednak, żeby ta książka pozostała zagadką. Zbiorem mistycznych historii, które do jednych będą szeptać po nocach, a do innych krzyczeć przez okno lecącego samolotu.
Żebyście dobrze mnie zrozumieli: jestem tym zbiorem zachwycony w sposób, którego nie potrafię opisać.
Jeśli są tu fani seriali, to pomyślcie sobie o "Miłość, śmierć i roboty". Jedni kochają takie antologie, inni ich nie znoszą. Ja po lekturze zacząłem się zastanawiać: kiedy te opowiadania staną się wielkimi księgami? Kiedy przerodzą się w rozbudowane historie z całymi światami i postaciami, o których chce się czytać dalej?
Singapur jest elementem łączącym te opowieści. Zniknięcia, zoo, podróże w czasie, kluski - klasyczne motywy literatury fantastycznej pojawiają się tu w sposób, którego nie spodziewalibyśmy się nawet po klasykach. To fantastyczna mieszanka nowoczesności z legendami. Dzieło, po które każdy miłośnik nieoczywistej fantastyki powinien sięgnąć. Baśń, która staje się prawdą w oczach ludzi, którzy nieświadomie się w niej znaleźli.
Ta książka jest piękna, a jej źródło tkwi w Singapurze. Po lekturze aż chce się tam jechać. Jestem prawie pewien, że autor sprzedał duszę jakiemuś bóstwu, żeby móc żyć w tylu wersjach Singapuru.
Polecam z błogosławieństwem Bogów na terminalu
Alef.
Dominik
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz