John Gwynne ➟ CIEŃ BOGÓW
Cień bogów/ John Gwynne, tł. Maciej Pawlak,
il. Robert Łakuta, Fabryka Słów 2024
[Trylogia o Krwiozaprzysiężonych]
Rzeka krwi płynie tu szerzej niż rzeki świata
Dla fanów mitologii nordyckiej i brutalnej fantastyki to niemal uczta. Świat po wojnie bogów - właściwie po własnym Ragnaröku - jest miejscem, w którym o wszystkim decyduje siła. Bogowie umarli, ale ich kości dalej leżą w górach, ich krew nadal płynie w żyłach wybranych, a ich wojna wciąż zatruwa świat.
Gwynne świetnie przygotował ten świat. Czuć, że zna nordyckie legendy i dawne baśnie, ale zamiast je kopiować stworzył własny, brutalny świat mocno nimi inspirowany. Wszystko wydaje się ciężkie, zimne i brutalne. Od karczm pełnych pijanych wojowników po krwawe bitwy, podczas których krew miesza się z błotem.
To książka bardzo obrazowa. Nie jesteśmy tylko obserwatorami wydarzeń - siedzimy przy stołach podczas narad, stoimy w tarczowym murze i słyszymy trzask łamanych kości. Czasami aż za bardzo. Momentami można się w tym wszystkim zanurzyć tak mocno, że człowiek zapomina o świecie dookoła.
I tego jest tu zatrzęsienie - każda kolejna strona pachnie bitwą, żelazem, dymem i świeżo rozlaną krwią. Magia wisi tu w powietrzu, a z pochew co chwilę wysuwają się saksy.
Śledzimy losy trzech bohaterów. Każdy szuka czegoś innego: zemsty, sławy albo utraconego dziecka. Dzięki temu możemy spojrzeć na ten świat z różnych perspektyw. Bohaterowie początkowo wydają się zwyczajni, ale z czasem zaczynają powoli obrastać w legendę, choć do prawdziwego statusu bohaterów sag nadal bardzo im daleko.
Najbardziej wybija się dla mnie Orka. Od początku czuć, że jest kimś więcej niż tylko kolejną wojowniczką w brutalnym świecie Gwynne’a. Niesie na barkach ogrom emocji, gniewu i brzemię własnej przeszłości, a każda scena z jej udziałem ma odpowiedni ciężar. Przy niej zarówno Elvara, jak i Varg momentami wypadają trochę zbyt blado.
Jednocześnie mam problem z tempem tej historii. Momentami wędrówka bohaterów zwyczajnie mi się dłużyła. Miałem też wrażenie, że niektóre ważne rzeczy są przez postacie ignorowane albo szybko porzucane na rzecz kolejnej walki czy kolejnej drogi. Ta historia bardziej imponuje rozmachem niż naprawdę porywa.
Ale to naprawdę dobra saga. Wielka, brutalna i
zimna jak nordycki fiord.
Tylko spodziewałem się czegoś, co pochłonie mnie bez reszty.
To trochę saga wyjęta z ust starego skalda, który postanowił przerobić losy swoich towarzyszy na legendę pisaną miodem, krwią i kośćmi bogów.
Jedni kompletnie przepadną w tym świecie.
Inni odbiją się od niego jak od lodowatej skały.
Ja nadal nie wiem, po której stronie stoję.
Ale jeśli kochacie nordyckie klimaty, wielkie
sagi i brutalne fantasy – warto wejść do tego świata.
Dominik

Komentarze
Prześlij komentarz